Słomiany zapał? – Nie dla nas!

bonjour-869208_1920.jpg

Zastanawiałyście się kiedyś co by było, gdyby udało się wyeliminować z waszego życia słomiany zapał?

Ja się zastanawiałam. Zastanawiałam się przez lata i choć wciąż nie wiem jak wygrać z nim wojnę, nauczyłam się go pokonywać w  codziennych bitwach. Jak na razie idę do przodu z moimi postanowieniami i planami, więc walka ma sens.

Po pierwsze – checklist:

checklist

Rozpisz to, co chcesz robić każdego dnia (jeśli nie, zamaluj niepotrzebne okienka dni tygodnia na czarno) i rano… szczęśliwie odznaczaj to co zrobione! Brzmi może jak coś czego kiedyś próbowałyście – jakaś inna lista czy plan – tutaj mamy dodatkową motywację, bo pod koniec tygodnia widzimy ile z tego co sobie założyliśmy rzeczywiście się udało.

Po drugie – przypominacze:

Kilka tygodni temu zaczęłaś naukę francuskiego, ale im dalej tym ciężej i mniej interesująco. Po raz kolejny użyj wspaniałomyślnej mocy drukarki – niech nad lustrem w łazience z samego rana wita cię ulubione powiedzenie, a w kuchni radio z piosenką, którą lubisz nucić choć niekoniecznie jeszcze znasz znaczenie jej słów. W pokoju rozwieś plakat paryskiej ulicy, zainwestuj też w tablicę korkową i poprzypinaj na niej słówka i zdjęcia tego co ci się z Francją kojarzy. Niech twoja wyobraźnia wypłynie na zewnątrz i podtrzymuje ducha walki! Jeśli właśnie uznałaś, że czas wrócić do dawno porzuconej pasji rysowania, zrób to samo z ulubionymi szkicami. Otaczaj się tym, co przypomina i inspiruje – ołówki, kredki, farby, płótna – albo przynajmniej ich zdjęcia i plakaty. Nie macie tak, że oglądając serial o sportowcach macie ochotę pobiegać, a po obejrzeniu filmu o modzie zaczynacie projektować w myślach ubrania? Przypominacze motywują w podobny sposób, tyle że nie znikają jak pamięć i emocje po właście przeczytanej książce czy obejrzanej komedii.

Po trzecie – equilibrium – balans pomiędzy przyjemnością a samodyscypliną.

Lubię rysować, choć nie mam do tego zdolności, wiem jednak że z praktyką będzie lepiej i być może talent mnie zaskoczy 🙂 Rysuję więc kiedy chcę się zrelaksować, pracuję jednak nad techniką, ponieważ zależy mi na efektach i postępie. Na tym etapie mogę pójść trzema ścieżkami:

  1. nie ma sensu zwracać aż tak dużej uwag na szczegóły – robię to przecież dla własnej frajdy – efekt: dalej rysuję dobrze mi z tym, nie robię postępów, uznaję że nie ma to sensu
  2. muszę jak najszybciej dojść do wprawy, rysunek konia w galopie nie powinien być dla mnie wyzwaniem – efekt: po kilku nieudanych próbach, uznaję że nie mam jednak do tego ręki
  3. rysuję, poprawiam, rysuję lepiej – narysowałam coś po raz piąty i wciąż mi się nie podoba – muszę popracować nad perspektywą i obiektami w ruchu, wtedy zaliczę kolejny etap nauki i rysowanie będzie jeszcze przyjemniejsze!

 

Sama przyjemność pozostawia jedynie dobre wspomnienia.

Nadmierna dyscyplina poczucie niezadowolenia z własnej pracy.

Przyjemność i samodyscyplina prowadzą do efektów!

 

W jaki sposób wy radzicie sobie ze słomianym zapałem? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s